wtorek, 23 kwietnia 2024

Już można

                             Już można


 Już można odłączyć

Sygnał zagłuszający

Wrzaski szarpiącego bólu

Wspomnień po zadanych torturach.

Była to słodka zemsta sfinksa

Za rozdzielanie włos po włosie

Prawdy od oszustwa

Z czasu, gdy jak tonący brzytwy

Chwytałam się efemerycznych halek,

Zwiewnych pajęczyn,

Bezkrwistych zaślubin

Zawieszonych w wysokim przestworzu.

Teraz ściągam lejce ich supłom i pętlom

I sprowadzam po linii prostej

Pomiędzy grudy chłopskiego rozumu

Wprost do grobu,

Gdzie dany im jest spokój,

Aby mogły wzrastać w porze naturalnej.

A ja tymczasem posłucham

Odgłosów pokoju.

 

niedziela, 21 kwietnia 2024

Narodziny

                            Narodziny


Inni też wiją się w bólach porodowych.

Nasz ból nie jest daremny - rodzimy siebie.

Niektórzy umierają narodziwszy się tylko głową.

Reszta ugrzęzła w cieple pierwotnego ciała.

Jest chłodno.

Uzdrawia tylko ten rodzaj piękna, które można przypisać.

Piękno bezpańskie jest tak samo zziębnięte.

Niektórzy ścielą przebłagalne poduchy

Na wypadek furii ojców i matek,

Aby złagodzić ich autoupadek.

Prawda nas wszystkich zaboli.

Ale potem całość jest wystarczająca.

Spożywamy ją najpierw w dziwnym milczeniu,

A potem w milczącym podziwie.

A kończymy tańcem na boskim stole.


Do końca życia

Do końca życia


 Do końca moich dni 

Zdumiewać się będę sobą.

Widocznie jestem wystarczającym 

Powodem do życia.

Ostatecznie to świat potknął się, przewrócił,

Rozproszył na części składowe i zjawiska.

Mogę je teraz oglądać

W widnokręgu zwanym rzeczywistością.

Uprzedzam, że moje oczy

To mocne, grafitowe kulki

A serce mam ołowiane

W lazurytowej poświacie.

Pozwolę się zawieść,

Pozwolę do siebie mówić,

A nawet stuknąć.

Ale zawsze będę wiedziała swoje

A nawet wasze.

W tej prawdzie mieszka

Moje uniwersalne zwycięstwo.

Już zajęłam miejsce w szeregu trwających.

Świat się zapętlił.

Ja urodziłam się kawałek dalej.


Sens życia

                           Sens życia


 Stało się jasne:

Jestem ofiarą sensu życia.
Sens życia po mnie sięgnął,
Ujął jak w żelazne imadło, 
A moje drżące ciało 
Zostało wydane na pośmiewisko.
Wiadomo, kto wygra.
Pozostaje mi przebierać
W księgach jeszcze możliwych,
Wertować w zawartości,
Zapuszczać się we wgłębienia,
W których znajdę tylko różne wersje
Przyznawania jemu racji.
On jest na pozycji wygranej,
A ja jestem tylko
Obłędnym koralem liczydła.
Moim zadaniem jest uszeregowanie się,
Aby celowym ruchem
Potwierdzać prawomocność rachunku.

sobota, 20 kwietnia 2024

Z nicości

                             Z nicości 


    

Słusznie z góry zakładam, 

Że oni nic nie rozumieją.

To dlatego odchodzą twarzami 

Zwróceni do nicości.

Zawsze tak odchodzili.

Zbyt duże ziarno piasku

W klepsydrze mojego losu,

W przewężeniu, w którym miotała się

Moja milcząca rozpacz,

Mój zwierzęcy ryk nienawiści

Spętany strachem przed utratą tego,

Czego i tak nigdy nie było.

Odsyłałam ich.

Jak można być tak blisko,

A jednocześnie tak daleko?

Absurdalna spolegliwość,

Którą opisać może tylko

Koncert fortepianowy z orkiestrą,

Zrównoważyć wystarczająco biały fortepian.

Na to pytanie odpowiada tylko negatyw,

Gdy wodzić palcem po śladzie

Sugerowanym głodem miłości.

Dochodzę do sensu złudzeń.

Prawdziwa była tylko sama wyobraźnia.

Moc jej pragnienia - imponująca.

Ostateczne przyznanie się do pustki - 

Prawdziwe i rzetelne.

Może chodziło o to, aby koniec był rzetelny,

A rzetelność ostateczna?

O przyznanie się?

Tu rodzi się wartość.